Msza Św. 15.09.2013

Ks. Zdzisław Banaś. XXIV Niedziela zwykła.

                                                   

„SYN  MARNOTRAWNY I  SPONIEWIERANE  DZIECI”


Pusta samotną  drogą, z sercem ciężkim od win

I ze spuszczona głową szedł marnotrawny syn …

Wróć synu, wróć z daleka  - wróć  synu wróć , ojciec czeka …”


„Serce Ewangelii”  tak  określany  jest 15 rozdział  Ewangelii  św. Łukasza

czytany dzisiaj.


Przypowieść o zagubionej owcy i drachmie oraz  synu marnotrawnym  wyrażają radość 

z odnalezienia tego, co zginęło i powraca w finale tych trzech przypowieści.

Miłosierny Ojciec i syn  marnotrawny; dobroć Boga i grzech  człowieka.

Wszyscy doświadczamy odejścia i powrotów do Boga, upadków i nawrócenia.

Doświadczył  też  tego wielki Rembrant , którego  nie  ominęły  dramaty ,

tragedie  osobiste  i  rodzinne , śmierć  dzieci i żony , aż po nędzne życie w przytułku .

Wtedy to, powstaje największe dzieło jego życia : obraz  „Powrót syna marnotrawnego”.

Klęka przed ojcem człowiek w poszarpanym odzieniu, porozrywanych butach

i sponiewierany - nie śmie spojrzeć ojcu w oczy.

Ojciec, który tak długo  czekał,  tuli  teraz rozradowany nieszczęsnego syna

i przygarnia  z  powrotem do domu, do rodziny.

Czerwień szat ojcowskich to symbol Bożej miłości, która nie ma granic.

Dwie ręce : twarda ojcowska – to sprawiedliwość Boża , a druga delikatna , kobieca ,

to miłość potężniejsza niż grzech i śmierć .

Konfesjonał  to najczulsze ramiona ojca.


Jakże innymi niż syn marnotrawny drogami szli przez dwieście lat zesłańcy na Sybir, 

nie pojedynczo, ale grupami, skuci często kajdanami, wyrwani siłą z rodzinnego domu

i ojczystych granic.


Tak było 150 lat temu w czasie powstania styczniowego.

To był wielki zryw i ogromny wysiłek organizacyjny, ale też i niespotykany dotąd zapał olbrzymiej części społeczeństwa gotowego do największych poświęceń dla odzyskania niepodległości.

W tym największym polskim zrywie niepodległościowym XIX wieku  wzięło udział 200 tyś. powstańców, zginęło 35 tysięcy osób, około tysiąc rozstrzelano lub powieszono, a prawie 40 tysięcy zesłano na Sybir.

Tragizm  powstańców  wysyłanych  na  katorgę  najlepiej oddają słowa wiersza Mamerta Wandali : „Sybir” / w  J. Malinowski : Sybiracy zesłani i internowani /

Inaczej jak  syn  marnotrawny z  ojcem  rozstawali się zesłańcy z rodzinnym domem i ojczystym krajem.


Najdobitniej  ilustruje to obraz Aleksandra Sochaczewskiego „Pożegnanie Europy”

to ostatnie spojrzenia zrozpaczonych  skazańców  na  słup  graniczny w środku Uralu  pomiędzy  Europą  i Azją.

Kolejne  pokolenia  nie  zapomniały  tego  poświęcenia , które  pochłonęło tak wiele ofiar złożonych na ołtarzu ojczyzny.  

Ostoją pamięci był przede wszystkim dom i Kościół, który jak zawsze doznał największej represji ze strony zaborców.

Pozbawiano majątków, rozdzielano rodziny i osierocono tak wiele dzieci.

Opuszczonym dzieciom nie mogli już pomóc ojcowie , którzy stali się  ofiarami prześladowań .

Jeden z dowódców powstania Ludwik Niemojewski pisze w kwietniu 1870 roku do córki Emilii :

„Z daleka , w drugiej części świata,  przykuty do tych lodów i śniegów, nie jestem w stanie  niczem ci pomóc , ani osłonić cię rodzicielską opieką.”


Ostatni dyktator powstania Romuald Traugutt, kandydat na ołtarze, który  jak mówił o nim kardynał Stefan Wyszyński :  „nauczył nas wiązać miłość ojczyzny z miłością  Boga” przed wyrokiem śmierci pisze z

więzienia do żony , której odmówiono widzenia ze skazańcem: cokolwiek nasz Niebieski Ojciec zsyła na nas , z zupełnym poddaniem się  i z synowską  wdzięcznością przyjąć winniśmy”

Stracony  jako pierwszy z  członków Rządu Narodowego , tuż przed śmiercią złożył ręce, podniósł oczy ku niebu  i powierzył się Bogu.

Powieszone ciała :  jego , Rafała Krajewskiego, Józefa Toczyskiego, Romana Żulińskiego i Jana Jeziorańskiego  wisiały do zmierzchu na szubienicy , a potem pochowano je w dole wykopanym w fosie Cytadeli .

Przysypano  je wapnem, by szybciej uległy rozpadowi i zasypano ziemią.

To był pierwszy „Katyń” utrzymywany w tajemnicy przez władze carskie .

Dopiero  w 1920 roku odkryto ich zbiorowy grób i godnie pochowano  na  Bielanach.

70 lat  temu  dokonano też bezprzykładnego i  makabrycznego ludobójstwa  na Wołyniu i Galicji Wschodniej .

Ponad 130 tysięcy niewinnych ludzi  zamordowano  i ograbiono z majątku , a prawdę o tym skrzętnie  ukrywano do dziś.


Pytamy  ze  zdumieniem - jak  mogło dojść do tak opętańczych mordów rytualnych jakich dokonywano na Polakach , którym nie udało się wcześniej uciec ze  swoich domów , by  ukryć się przed sąsiadami , a

częstokroć nawet krewnymi, biorącymi udział w tej strasznej masakrze.

Była to prawdziwa orgia okrucieństwa i makabry jaka nie miała sobie równych w naszych tragicznych dziejach.

To był nie ludzki , ale szatański rytuał zbrodni.


Los Ostrówek , Woli Ostrowieckiej i innych miejscowości zamieszkałych przez Polaków był podobny do losu  ofiar Katynia  tak samo mordowanych.

Jedyną nadzieją dla Polaków  była wtedy wiara i modlitwa, częsty śpiew : „Kto się w opiekę odda Panu swemu”, :Pod Twą obronę” , i „Zdrowaś Mario.”


Zofia Raszewicz  z bólem wspomina  krzyk dwójki  małych dzieci, które siedziały przy martwej matce  i rozpaczliwie wołały : „mamo! mamo! obudź się jesteśmy głodne , choć z nami do  domu!”

Ile takich i podobnych wołań , krzyków  głodnych  dzieci  słychać było wtedy na Syberii , w Kazachstanie  i innych  łagrach sowieckich.

Ludzie umierali z głodu i wycieńczenia , jedli to co udało się znaleźć na polu, w tajdze, albo zabrać po kryjomu w kołchozie, gdzie często zwierzęta były lepiej karmione  niż  ludzie.

 

Alicja Malina we wspomnieniach zatytułowanych „Krzyk  dziecka”  pisze o przerażonych twarzach matek , które nie miały co podać umierającym dzieciom.

Z rozpaczą w oczach oddawały  dzieci  do tzw. „Diet domów”  by uchronić je przed śmiercią głodową.  Tam jednak nie było wiele lepiej.

Autorka  na wiadomość o zachorowaniu  swego  brata na tyfus brzuszny , brnie do sierocińca przez śnieg , będąc przekonana, że chociaż on nie jest głodny.

Gdy tam dotarła przeżyła szok : „Drzwi się otwierają, a w nich staje mój brat i patrzy na moje ręce , a one są puste … nie ma w nich chleba … ten widok chudej postaci i wyczekujących szeroko

otwartych oczu, prześladuje mnie do dzisiaj.”

Wyznaje dalej : „przez okres 5 lat pobytu na zesłani , na dalekiej Syberii i Kazachstanie , tęsknota za krajem  prześladowała mnie we dnie i w nocy. I drążyła jak kornik duszę i ciało. Śnił mi

się po nocach rodzinny dom”

Nie mogli jednak wrócić do domu rodzinnego , dlatego ich nowym domem stały się ziemie odzyskane -  ziemie nowej ojczyzny.

Syn marnotrawny powrócił  w łachmanach do ojca i rodzinnego domu, gdzie odzyskał  utraconą przez swój  grzech  godność  synowską.

Autorka  i  jej przyjaciele  w innych łachmanach  - „ w zesłańczym odzieniu” w czasie postoju  transportu  repatriantów  w Opolu  weszli w niedzielę  do kościoła, poczuli  się  jednak nieswojo, gdyż  oczy

zgromadzonych tam  ludzi nie patrzyły  na nich z przyjaźnią i życzliwością jakiej tak bardzo pragnęli od wielu lat .

Potem przez wiele następnych lat  ukrywać musieli swoją bolesną przeszłość , aby przetrwać czas prześladowań totalitarnych.

Dopiero teraz mogą  publicznie wyrażać wdzięczność Bogu za ocalenie  i modlić się za zmarłych  zgodnie z dewizą Sybiraków „Pamięć zmarłym, a żywym pojednanie”.

Wyrażamy wdzięczność  ludziom , którzy odkrywają zachowane jeszcze szczątki  żołnierzy wyklętych, żołnierzy AK i innych patriotów bestialsko mordowanych jeszcze po wojnie.

Razem z ich rodzinami cieszymy się z ich powrotu do domu w ich doczesnych szczątkach.


Ofiara wszystkich tych młodych ludzi nie może być daremna i nie może jej zmarnować obecne pokolenie, które winno i dzisiaj strzec ojczystego domu i rodzinnych progów.

Ojczyzna to ojcowizna – dar zostawiony nam przez poprzednie pokolenia.

Uczestnicy ewangelizacji na Woodstocku  dziwili się mężczyźnie , który szukał  wśród  rozbawionych  ludzi, swojej córki .

Od rana do wieczora przemierzał wszystkie drogi i nie ukrywał żalu , że nie okazał jej dotąd ciepła rodzinnego domu  i  jak mówił „powinności ramion ojca”. 

Młode pokolenia mogą przetrwać fale deprawacji , zniszczenia moralnego i społecznego tylko dzięki zdrowym rodzinom, dlatego : Ojcowie strzeżcie rodzinnego domu !

O to wołała już ponad 100 lat temu Maria  Konopnicka :

 „Kochasz ty dom, rodzinny dom

Co wpośród  burz  , w  zwątpienia dnie ,

Gdy w duszę ci uderzy grom,

Wspomnieniem swym ocala cię ?

 O jeśli kochasz , jeśli chcesz

Żyć pod tym dachem, chleb jeść zbóż,

Sercem ojczystych progów strzeż,

Serce w ojczystych ścianach złóż.

Dom polski to zawsze tata, mama i dzieci, to Bóg i Kościół . Wszystko inne będzie niemoralne i groźne dla przyszłości.


Pieśń Ziemi Cieszyńskiej do słów J. Kubisza zaczyna się od słów :

 „Ojcowski dom , to istny raj

Dar Ojca Niebieskiego

Chociaż byś przeszedł cały świat

Nie znajdziesz piękniejszego...”

 
Gdy Bóg daje nam tak wielki dar, to dla nas jest to najważniejsze zadanie.