Msza Św. 29.07.2012



Bp Józef Zawitkowski. XVII Niedziela Zwykła.



Jak Ci mam dziękować Panie o Boże mój ? Kochani moi ! Wierzę, że jestem z Wami w Bazylice Świętokrzyskiej w Warszawie i z Wami, którzy w domach, szpitalach modlicie się ze mną składając Bogu Ofiarę Dziękczynienia. Kończy się lipiec, miesiąc urlopowy. To juz połowa szkolnych wakacji, a mnie tak brzmi w uszach Pana Jezusowa prośba, czy nakaz: Odpocznijcie trochę! Tak się boję, abym nie zmarnował wakacji. Odpoczynek, to nie próżniactwo, bo się zanudzę i wpadnę w depresję, ani też forsowny wysiłek fizyczny, bo się zmęczę, a nie odpocznę. Wiem, że muszę znaleźć sobie zaciszne miejsce, zasnąć i obudzić się w ciszy, zobaczyć czyste niebo, usłyszeć modlitwę ptaków, zrozumieć mowę mądrych dębów, tajemniczy szept potoków i zamyślić się nad sobą: „Dziękuję Ci, Boże, żeś mnie tak cudownie stworzył i w swoje dzieło tyle cudów włożył, Strzegłeś mnie jak źrenicy oka w dłoniach swoich mnie chroniłeś utkałeś mnie w łonie matki. Psalm Ci zaśpiewam, Boże! Chwało moja. Zobaczyłem trochę cudów Boga u strojnych Kaszubów i pysznych Krakusów, u pobożnych ludzi w Myszyńcu, zamyślonego żubra w Białowieży, i w oczy sarny- brązowej panny, patrzyłem z bliska. O, Ty Przedwieczny, który lat tysiące codziennie gasisz i zapalasz słońce... Musisz być mocny, kiedy ciskasz gromy... Musisz być dobry, kiedyś miłość stworzył... Gdziekolwiek j jestem, Ty tam jesteś ! Wszędzie jesteś! I któż jak Bóg? I nic nad Boga!

Może dosyć już wakacyjnych wspominek, czas wrócić do słów, które dziś powiedział mi Pan Jezus: Żal mi Was, bo tak długo trwacie przy mnie i jesteście głodni. Panie roześlij ich do domów, bo niektórzy są z daleką. Ustaną w drodze i jaki wstyd! A Pan Jezus powiedział Apostołom zadanie, które nie daje mi spać: Apostoły, Biskkupy, Kapłany! Dajcie Wy im jeść! Filip za głowę się złapał jak minister skarbu i zawołał: Panie, ile to trzeba pieniędzy, aby każdy otrzymał choć kromkę chleba? A Andrzej? Jest tu jeden chłopiec, który ma jeszcze pięć chlebów i dwie ryby, ale co to jest na tak wielu ? Wystarczy! Kazali ludziom usiąść. I usiedli zgromadzeni. A trawy było dużo na tym miejscu. A Jezus wziął chleby, błogosławił, łamał i dawał uczniom, a ci roznosili głodnym i najedli się wszyscy do syta. Pan Jezus zauważył tylko, że brzydko jedli. Tyle ułomków i okruszyn zostało na łące. Zbierzcie ułomki, aby się nic nie zmarnowało. I zebrali dwanaście koszów ułomków. Mój Boże! Wołam za Norwidem: Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba podnoszą z ziemi przez ucałowanie tęskno mi Panie!

Nie tęsknij, Panie Norwid, juz i w moim małym Wale, i w pobożnym Łowiczu wyrzucają chleb do śmieci. Będzie głód! Nie będzie! Unia nam da chleb! Ale ten chleb nie pachnie, bo nikt go nie błogosławił, on jest wyprodukowany.

Warszawiacy Kochani! Wy to nie wiecie, co to był przednówek? Nie było jeszcze nowego chleba i nie było już starego, i była bieda, ale ludzie byli dobrzy, dzielili się ostatnim kawałkiem chleba.

Ludzie z Unii! Wy to macie dobrze, kupujecie chleb w sklepie, albo z handlu obwoźnego, bo teraz się chleb produkuje, ale wy nie znacie nabożeństwa pieczenia chleba i nie znacie zapachu domowego chleba.

Dzieci bądźcie cicho! Bo teraz chleb rośnie -prosiła mama. I rósł chleb w dzieży. I słychać było jak rośnie. Mama potem formowała bochny i sadzała w wypalonym piecu. W domu pachniało chlebem, a myśmy czekali na podpłomyki, pierwsze chlebki. A mama znów mówiła naukę: Dzieci, pierwszego chleba nie je się samemu. Zanieście sąsiadom, bo u nich są dzieci i jest bieda!

Jadę do Żdżar, bo tam łan dojrzewa i pachnie świeżym chlebem, a mój Pan jest dobry jak chleb. Tęsknie za wsią, bom oraczem, siewcą i żniwiarzem. Nie ma już Borynów, prawdziwych siewców i żniwiarzy, a ja od 50-ciu lat jestem księdzem co chleb głodnym rozdaje, aby nie ustali w drodze. Jadę do Żdżar, aby dziękować Bogu za 50 lat mojego kapłaństwa, a jednak: Własnego kapłaństwa się boję własnego kapłaństwa się lękam i przed kapłaństwem w proch padam i przed kapłaństwem klękam. Pójdę na grób mamy i taty, na grób dziadków, chrzestnych, do Stasia i tylu mi bliskich: nauczycieli, znajomych, sąsiadów. Ucieszę się na odpuście kolegami ze żdżarskiej i rudzkiej szkoły. O, jak nam się wtedy do nauki spieszyło. Ucałuję ołtarz pierwszej Mszy świętej i na starość wtulę się do serca księdza Wiesia z radiowych Mszy Świętych, do księdza Bronka, diakona z mojej Mszy prymicyjnej. Do Jurka, Rosia, Józka i Sławka ze Żdżar. Ucałuję ręce wszystkich znajomych i tych, których kocham jeszcze za mało, bo powinienem Wam nogi umywać, ale tak kochać jeszcze nie potrafię.

Błogosławiony jesteś Panie, Boże wszechświata, bo Ty rozmnażasz chleb na moim polu, aby starczyło dla ptaków niebieskich i dla synów ludzkich, i aby stał się nam pokarmem na drogę do nieba. Panie zabierz mnie stąd, już czas. Wezmę tylko kawałek Chleba ze Żdżarskiego ołtarza, abym nie ustał w drodze. Wezmę tylko książkę kazań Od Świętego Krzyża - Kochani moi! Nie żegnam się z Wami tylko mówię Wam - dziękuję! Kocham Was jak dawniej i jeszcze trochę bardziej! Tęsknię do Was - Ponadwieczni. Wam mówię - zostańcie z Bogiem! Im - do zobaczenia, tam gdzie niebieskie są polany. Amen.

A powiedzcie mi na drogę: Czy wy jeszcze wierzycie w Boga, Ojca Wszechmogącego? ... To Bogu niech będą dzięki. Za to więcej Was kocham, a wyznawanie tej wiary do końca życia, niech będzie naszą chlubą w Chrystusie Jezusie, Panu naszym. Amen